Jak się ubierać w Rwandzie

Brałam dzisiaj udział w szkoleniu na temat autoprezentacji, głównie w kontekście networkingu, czyli budowania sieci kontaktów. Przez cały ten tydzień mieliśmy w pracy takie sesje szkoleniowe na różne tematy, ja akurat wybrałam tę, którą uznałam za najbardziej mi potrzebną. Ale to nie o kursie chcę opowiedzieć, tylko o tym, co powiedziała mi podczas jednego z ćwiczeń moja rwandyjska koleżanka. Było to coś miłego, choć jednocześnie dość zaskakującego!

Ogólnie rzecz biorąc, komplementy uszczęśliwiają ludzi, i jest to dobre narzędzie, gdy chce się z kimś nawiązać kontakt i sprawić, by dobrze się czuł. Podczas szkolenia trener poprosił uczestników, żeby skomplementowali się wzajemnie w ramach praktyki, i jedna z koleżanek powiedziała coś, czego się nie spodziewałam. A mianowicie, pochwaliła mój styl ubierania się. Ale nie w kontekście bycia modnym, tylko jako wyraz uznania dla mojego poszanowania lokalnej kultury. Powiedziała mi, że ubrania, które noszę, pokazują, iż rozumiem, jaki strój w Rwandzie jest „właściwy”, i że gdyby miała teraz, tak jak stoję (w czarnym podkoszulku i długiej czerwonej spódnicy), pojawić się w jakiejś lokalnej wiosce, gdzie mieszkańcy są dużo bardziej konserwatywni, oni również by to zauważyli i docenili.

Przyznam, że byłam i zaskoczona, i wzruszona. Gdy przeprowadzałam się do Rwandy, miałam już świadomość, że panuje tu pewien akceptowalny styl ubierania się, i byłam na to przygotowana. Kobiety nie pokazują zbyt wiele ciała. Nigdy nie noszą krótkich spodenek, czy spódnic albo sukienek, które nie sięgałyby kolan, ani bluzek z dużym dekoltem. Owszem, wiele młodych dziewczyn nosi obcisłe dżinsy i koszulki podkreślające kształty, ale wciąż znaczna liczba kobiet woli tradycyjne sukienki, wykonane z materiału zwanego kitenge: piękne, kolorowe suknie z rękawem (zazwyczaj krótkim) oraz turbany z takim samym wzorem. Na wsiach widziałam głównie kobiety w podkoszulkach oraz kangach (kitenge owinięte wokół pasa i sięgające kostek, jak pareo). Nigdy właściwie nie odczuwałam potrzeby świecenia światu w oczy moim ciałem, chyba że na plaży (nie rozumiem tych wszystkich superkrótkich szorcików i maleńkich bluzeczek, które ledwo cokolwiek zakrywają, noszonych na ulicach w mieście, to nie dla mnie), więc nie było mi trudno dostosować się do tych norm. Zazwyczaj noszę spodnie i spódnice poniżej kolan, oraz bluzki i koszulki, które nie pokazują za wiele, i nie sądziłam, że to coś szczególnego. Tak więc ciekawie było dowiedzieć się, że to jednak ma znaczenie, że ludzie to zauważają i doceniają.

Ta sama koleżanka opowiedziała przy okazji historię z czasów, gdy pracowała w Dżubie w Sudanie Południowym. Jej styl jest bardzo charakterystyczny: jaskrawe kolory (zwykle kitenge), obcasy, wielkie, kolorowe kolczyki, uwielbia też kapelusze! W Sudanie Południowym zauważyła, że ludzie niespecjalnie są wobec niej przyjaźni. Nie zapraszali jej na imprezy czy do własnych domów, marszczyli brwi na jej widok w kościele. I w pewnej chwili dotarło do niej, że to z powodu jej ubioru. Tam po prostu panują inne zwyczaje, kobiety ubierają się dużo skromniej, wszystko jest bardziej stonowane (choć kitenge jak najbardziej też noszą), więc moja koleżanka wyglądała dla nich, jak kolorowy, szalony motyl, z którym one nie miały nic wspólnego. Gdy tylko zamieniła obcasy na skromne sandały i wyjęła z uszu wielkie, różowe kolczyki, ludzie zaczęli się do niej uśmiechać i chętniej spędzać z nią czas.

Pamiętam, jak moi rwandyjscy koledzy podśmiewali się z muzungu (obcokrajowców) noszących krótkie spodnie. W Rwandzie to strój szkolny dla chłopców, mężczyźni noszą długie spodnie, nawet jeśli jest bardzo gorąco. Na Zachodzie w kwestii stroju można chyba więcej. Jasne, że są też pewne konwencje, w biurach czy na przyjęciach, ale ogólnie każdy nosi to, co mu się podoba. Z kolei w większości krajów arabskich oczekuje się od kobiet zakrywania włosów i całego ciała, ale to wszyscy wiedzą. Za to w Rwandzie jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że dostosowując się niemal nieświadomie do lokalnego standardu ubioru, wysyłam jednocześnie ważną wiadomość: szanuję waszą kulturę. A w zamian też jestem szanowana i doceniana. Miłe odkrycie, prawda? 🙂

Reklamy

6 uwag do wpisu “Jak się ubierać w Rwandzie

  1. Uwielbiam tą afrykańską, kolorową modę! Sama chętnie tak bym się ubierała, lubię wyraziste kolory, długie spódnice, też mam tak jak Ty, że nie lubię świecić golizną. Ale wtedy z kolei wyróżniałabym się z mojego otoczenia 😀
    Świetny wpis, czuję się zainspirowana 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cieszę się! 😀 Ja też bardzo lubię żywe kolory i wzory, i zawsze mi smutno w Europie jesienią i zimą, kiedy wszyscy chodzą ubrani na czarno, szaro brązowo… W związku z czym zamierzam sobie kupić mocno zielony płaszcz, w którym będę w przyszłym roku paradować po Warszawie 😀

      Lubię to

  2. Niby tonie strój czyni mnichem, a jednak.
    Myślę tutaj o mojej dzielnicy, gdzie wszyscy nawet wyrzucając śmieci, ubierają się elegancko,
    w sklepach obslugują mnie inaczej, kiedy jestem starannie ubrana a kiedy wypadam z domu potargana…
    No w każdym razie, dobrze, że naturalnie sie wpasowałas w otoczenie :*

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s