Wybory prezydenckie w Rwandzie

Dziś w Rwandzie ważny dzień – wybory prezydenckie! Choć, no cóż, w pewnym sensie nie jest to jakiś szczególny dzień, gdyż wszyscy od dawna wiedzą, kto wygra, ale ciekawie jest być tutaj w tym czasie. Atmosfera przez ostatni miesiąc była wręcz imprezowa, a i w tej chwili słyszę okrzyki i głośną muzykę dobiegające gdzieś z doliny.

Zacznę jednak od krótkiego wprowadzenia historycznego. W lipcu 1994 roku, wojska Rwandyjskiego Frontu Patriotyczny (RPF) pod dowództwem Paul Kagame (który urodził się i wychował w Ugandzie, dokąd roku jego rodzice uciekli w 1959 w wyniku pierwszego krwawego konfliktu etnicznego między Hutu a Tutsi w Rwandzie), wkroczyły do Kigali i tym samym oficjalnie zakończyły ludobójstwo (w rzeczywistości przemoc ciągnęła się jeszcze przez kilka kolejnych lat, ale już nie na tak masową skalę). Przez kolejne 6 lat Kagame był jednocześnie wiceprezydentem i ministrem obrony, a w 2000 roku, z powodu rezygnacji ze stanowiska ówczesnego prezydenta Pasteura Bizimungu, stanął na czele kraju (nie jest do końca jasne, dlaczego Bizimungu podał się do dymisji. Zaraz potem założył Partię na Rzecz Odnowy Demokratycznej, która natychmiast została zdelegalizowana, a sam Bizimungu trafił do więzienia. Kagame ułaskawił go niespodziewanie w 2007 roku). Zwyciężył potem w wyborach w 2003 i 2010 roku, a w grudniu 2015 odbyło się referendum, w wyniku którego zmieniono konstytucję, umożliwiając Kagame start nie tylko w wyborach w 2017 roku, ale i w dwóch kolejnych. Sam Kagame argumentował, że pierwsze trzy lata jego prezydentury nie liczą się do stażu, gdyż nie został wtedy wybrany w wyborach, lecz przejął stanowisko po rezygnacji Bizimungu. Tak więc tak naprawdę był demokratycznie wybranym prezydentem tylko przez dwie kadencje. Poza tym wyjaśnił, że przecież naród poprosił go, by pozostał u władzy, więc jak mógłby odmówić. W referendum wzięło udział 6.3 miliona obywateli (populacja Rwandy to ok. 12 milionów ludzi, z czego ok. połowa ma poniżej 18 lat), 98% opowiedziało się za zmianą konstytucji. W tym roku, oprócz Kagame, w wyborach startuje dwóch innych kandydatów: lider opozycyjnej Demokratycznej Partii Zielonych Frank Habineza, oraz kandydat niezależny Philippe Mpayimana. Było jeszcze troje innych, w tym jedna kobieta, Diane Rwigara (bizneswoman i aktywistka na rzecz praw kobiet), ale nie zostali oni dopuszczeni z powodów technicznych. Otóż okazało się, że nie zebrali wystarczającej ilości podpisów, a niektóre z tych, które mieli na liście, należały rzekomo do osób zmarłych. A do tego tuż po tym, jak Rwigara ogłosiła swój plan startu w wyborach, w mediach nagle pojawiły się jej nagie zdjęcia.

Nie będę się zagłębiać w szczegóły dotyczące władzy Kagame na przestrzeni lat i tych wszystkich pozytywnych, jak i mrocznych rzeczy, które miały i mają miejsce, oddam za to głos znajomemu Rwandyjczykowi, który zgodził się podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami na temat tego, co się obecnie dzieje. Nazwę go Claude – jako że nie wiem, kto czyta mój blog, nie chcę go narażać na nieprzyjemności. Jak sam zaznaczył, rozmawiał ze mną na zasadzie poufności, gdyż swoich opinii nie mógłby wyrazić publicznie czy podzielić się nimi z przypadkowym człowiekiem z ulicy. Tenże człowiek mógłby się z nim zgadzać, ale gdyby tak nie było, Claude najprawdopodobniej wylądowałby na posterunku policji. Tu nie można wyrażać głośno krytycznych opinii o Paulu Kagame.

IMG_20170729_115226423.jpg
Jedno z rond w Kigali, udekorowane flagami i donicami w kolorach RPF.

Kampania prezydencka ruszyła 14 lipca. Kandydaci mieli trzy tygodnie, do 2 sierpnia, by organizować wiece i pozyskać wyborców. Ulice i ronda w Kigali zostały udekorowane flagami RPF (które, o dziwo, wyglądają bardzo podobnie do francuskich, a przecież Francja to szczególnie znienawidzony przez rwandyjski rząd kraj, gdyż miała ona znaczny udział w ludobójstwie). Claude pokręcił głową: po co to wszystko, skoro i tak wszyscy wiedzą, że Kagame wygra? Po co wydawać tyle pieniędzy na te flagi, koszulki, koncerty, skoro ludzie na wsiach głodują? Oto rząd jakiś czas temu nakazał rolnikom zaprzestanie hodowli fasoli i ziemniaków, i posadzenie w ich miejsce kukurydzy. Rwanda to przede wszystkim kraj rolniczy, oparty na samozaopatrzeniu, i do niedawna ktoś, kto hodował pomidory, wymieniał je z kimś innym na maniok, itd. Teraz wszędzie rośnie kukurydza, a tym się przecież na dłuższą metę nie można najeść – ziemniaki wyżywią rodzinę przez jakiś czas, ale kukurydza już nie bardzo.

IMG_20170715_122939121.jpg
Stoisko z koszulkami i flagami z logo RPF w jednym z centrów handlowych

Według Claude’a, trzech kandydatów sugeruje możliwość wyboru, ale szczerze mówiąc, on wyboru nie widzi. Kagame ogłosił swoje zwycięstwo już w pierwszym dniu kampanii, a akcesoria partyjne, które w całym kraju najlepiej widać, należą niemal wyłącznie do RPF (ja nie widziałam żadnych innych, nawet plakatu Partii Zielonych, a o kandydacie niezależnym to już nie wspomnę, mało kto w ogóle go kojarzy, bo on na co dzień mieszka we Francji i do Rwandy przyjechał dopiero teraz na kampanię i wybory). Niezależnie od tego, czy się zagłosuje na któregoś z dwóch pozostałych kandydatów, Kagame i tak wygra ogromną większością. Tak więc jedyną satysfakcją, jaką można z tego mieć, jest to, że się nie poddało presji i postawiło krzyżyk przy innym nazwisku, ale prawda jest taka, że to niczego nie zmieni.

IMG_20170715_115345456_HDR.jpg
Zdjęcie zrobione na szybko z samochodu: jedno z głównych rond w centrum Kigali, dekoracja oczywiście RPF.

Claude nie jest też pewny, co myśleć o Habinezie. Założył on swoją partię w 2009 roku i próbował ją zarejestrować, by móc wziąć udział w wyborach prezydenckich w 2010 roku, ale mu to uniemożliwiono. Za to zastępca Habinezy został znaleziony martwy, z wieloma ranami kłutymi na ciele i odciętą głową. Habineza uciekł wtedy do Europy na dwa lata. Jednakże według Claude’a, zanim Habineza założył Partię Zielonych, był blisko rządu Kagame. W związku z tym, czy fakt, że obecnie nie tylko może prowadzić swoją działalność, ale i startować w wyborach, oznacza, że Kagame zmiękł, czy też, że jest to zimna kalkulacja ze strony prezydenta? Skoro Rwanda mianuje się demokracją, to powinna istnieć opozycja, więc czy Habineza nie jest przypadkiem kukłą, którą Kagame mydli oczy Zachodowi? Takie oto pytania zadają sobie ludzie, i nikt nie ma stuprocentowej pewności, że Zieloni działają niezależnie i nie znajdują się pod wpływem RPF. Z kolei sam Habineza oświadczył, że kampania przebiegła ogólnie dobrze (poza kilkoma incydentami na początku, gdy na przykład lokalne władze w jednym z dystryktów odmówiły mu prawa zorganizowania wiecu, którego miejsce zostało już wcześniej uzgodnione, i przeniosła go na pobliski cmentarz), a fakt, że ani on, ani jego współpracownicy i sympatycy, nie byli zastraszani i nikogo tym razem nie zamordowano, może świadczyć o tym, że rząd zaczyna dostrzegać, iż opozycja nie musi automatycznie oznaczać wroga. Claude opowiedział mi jednak o jednym z wieców Habinezy, na który przyszła grupa dzieciaków, wybuczała go i obrzuciła kamieniami. Czy coś takiego mogłoby się wydarzyć na wiecu Kagame? Ależ skąd. Czy Habineza jakoś to skomentował, czy się poskarżył? Nie. A więc co to oznacza? Boi się czy po prostu niespecjalnie mu zależy, bo i tak jest jedną nogą w obozie RPF? W Rwandzie były i są inne partie, ale albo zostały zdelegalizowane, a ich przywódcy siedzą w więzieniach, albo otwarcie popierają obecnego prezydenta i RPF. Dlaczego więc Zielonym wolno działać w miarę bezproblemowo? Czy to jedna z taktyk karmienia ego zachodnich przywódców i wielkich fanów sukcesu Rwandy, wśród których znajdują się Bill Clinton i Tony Blair?

IMG_20170715_123408740.jpg

Spytałam Claude’a co w sytuacji, gdy ktoś nie chce w ogóle głosować, bo żaden kandydat mu nie odpowiada. Uśmiechnął się. W poprzednich wyborach prezydenckich i parlamentarnych, przedstawiciele lokalnych władz chodzili od domu do domu z kartami do głosowania i pilnowali, by ludzie położyli kciuk umoczony w tuszu w odpowiednim miejscu. Nie wolno było korzystać z kabin wyborczych. Jeśli ktoś wyrażał wątpliwości czy sprzeciw, policja czekająca na zewnątrz zabierała delikwenta na przesłuchanie, oskarażając o blokowanie procesu demokratycznego. Gdy władze przyszły do domu rodzinnego Claude’a, on też zagłosował na RPF, choć wcale ich nie popierał. Gdyby się sprzeciwił, wylądowałby na posterunku, a jego rodzina miałaby później problemy.  W tym roku być może trochę łatwiej będzie całkowicie uniknąć głosowania, szczególnie w Kigali, bo to duże miasto, ale tutejszy system ściśle kontroluje wszystko i wszystkich, więc mimo wszystko trudno byłoby pozostać niezauważonym. Wszyscy Rwandyjczycy pogrupowani są w „wioski” zwane umudugudu. Każda z nich składa się z ok. 120-150 rodzin i ma swojego lokalnego przywódcę. Każdy Rwandyjczyk, nawet Paul Kagame, należy do jakiejś umudugudu. W ostatnią sobotę miesiąca wszystkie „wioski” biorą udział w pracach społecznych zwanych umuganda. Oznacza to, że w obrębie każdej grupy ludzie się znają, a przywódca wie o nich dużo, gdyż jego obowiązkiem jest utrzymywanie porządku i praworządności we wspólnocie, oraz donoszenie wyższym władzom o problemach i niewłaściwych zachowaniach. Tak więc osoba, która nie stawi się na wyborach, raczej na pewno będzie zauważona. Dlatego też ogromnej większości Rwandyjczyków nie przyszłoby nawet do głowy, bo nie głosować.

Zapytałam Claude’a, na kogo będzie głosował. Jego odpowiedź była dyplomatycznym unikiem: Nie mogę głosować na RPF, powiedział, kładąć dłoń na piersi. Jednak Habineza ewidentnie również go nie przekonał, a nazwiska trzeciego kandydata nawet nie mógł sobie przypomnieć, więc przypuszczam, że znalazł się w punkcie, w którym niezależnie od podjętej decyzji nie będzie miał poczucia, że postąpił zgodnie ze swoim sumieniem. Może po prostu oddać nieważny głos, zakreślić wszystkie nazwiska albo żadnego, by wyrazić swoje niezadowolenie, ale to nie zmieni jutrzejszych nagłówków o miażdżącym zwycięstwie Kagame.

IMG-20170804-WA0004.jpg
Punkt wyborczy, Prowincja Zachodnia
IMG-20170804-WA0005.jpg
Zaprzysiężenie ochotników, Prowincja Zachodnia

Mój partner jest w tej chwili z Prowincji Zachodniej jako obserwator (dwa zdjęcia powyżej są jego) i po wizycie w kilku punktach wyborczych, mniejszych i większych, jest pod wrażeniem. Tym razem są kabiny do głosowania, są urny, wszystko zdaje się działać bez zarzutu i zgodnie z prawem. I ja nie wątpię, że tak jest. Ale jak powiedział mi Claude, ludzie nie idą głosować, bo czują, że jest to ich obywatelski obowiązek. Zagłosują, bo od początku roku RPF przypominał im, iż Kagame jest ich wybawcą i w związku z tym muszą zrobić wszystko, by mógł pozostać u władzy, bo tylko w ten sposób ich standard życia będzie się nadal polepszał. Zagłosują, bo na wiecach RPF dostali darmowe jedzenie, piwo i koszulki. I choć wielu naprawdę wierzy, że Kagame to najlepsze, co mogło spotkać ten kraj, coraz więcej ludzi jest krytyczna wobec jego rządów, lecz boi się otwarcie to wyrażać, nawet poprzez anonimową kartę do głosowania. Jedno jest pewne: nikt nie będzie kwestionować zwycięstwa Kagame, bo nie będzie potrzeby, by fałszować wyniki. Ponad 90% populacji naprawdę na niego zagłosuje, albo z powodu rzeczywistego przekonania, że jest najlepszym kandydatem, albo ze strachu. Czyż to nie pokazuje, jak wielką ma on władzę?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Wybory prezydenckie w Rwandzie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s