Jak w Rwandzie zabija się psy (uaktualnione)

Na Facebooku należę do grupy dla ekspatów w Rwandzie, która stanowi świetne forum do dzielenia się wszelkiego rodzaju informacjami: chcesz coś kupić lub sprzedać, potrzebujesz porady, gdzie jechać, w jakim hotelu się zatrzymać, jaki jest najlepszy dostawca internetu, a może po prostu chcesz poznać ludzi – wszystko to tu znajdziesz. Członkowie dzielą się swoimi doświadczeniami z codziennego życia: gdzie zjedli najlepszego w mieście croissanta, gdzie poszli na masaż czy manicure, w jakim wydarzeniu ostatnio uczestniczyli, ale pojawiają się także mniej wesołe informacje o włamaniach, kradzieżach, beznadziejnej obsłudze klienta, itd. Kilka dni temu jedna z osób zamieściła wpis o tym, że jej dwa szczeniaki zostały otrute. Wywiązała się dyskusja, z której nadal nie mogę się otrząsnąć…

W Rwandzie panuje bardzo surowe prawo dotyczące bezpańskich psów. Jeśli jesteś właścicielem psa i wychodzisz z nim poza swój dom czy prywatny kompleks, musisz mieć go na smyczy i nosić przy sobie książeczkę szczepień. Podobno jest tu spory problem z psami biegającymi samopas, szczególnie w wioskach, gdyż często atakują kozy i krowy, a także gryzą ludzi, zwłaszcza dzieci. Co dziwne, nigdzie nie jest wspomniane ryzyko wścieklizny… Każdy pies, który zostanie znaleziony na ulicy bez smyczy i właściciela, nawet jeśli ma obrożę albo wygląda na zadbanego i jest spokojny, może zostać zabity. Jak? Zazwyczaj poprzez nakarmienie zatrutym mięsem, a czasami po prostu zatłukuje się go na śmierć.

Szczeniaki należące do członkini Facebookowej grupy nie znajdowały się tamtej nocy na ulicy – wydostały się wprawdzie z domu, ale nadal były w granicach kompleksu, na którym mieszkają właściciele. Zatrute mięso wrzucono na teren posesji przez ogrodzenie. Właścicielom udało się w końcu porozmawiać z szefem ochrony, a potem z policją, i w końcu niechętnie przyznali oni, że rozkaz otrucia wszystkich bezpańskich psów w Kigali przyszedł z biura prezydenta miasta.

Tyle że to nie były bezpańskie psy. Przebywały nadal w granicach kompleksu mieszkalnego, a nie na ulicy. Pod wpisem pojawiły się dziesiątki komentarzy. Wszyscy byli zszokowani i wściekli, a niektórzy opowiadali o własnych doświadczeniach z dzieciakami rzucającymi przez płot kamieniami w ich psy. Inni próbowali zrozumieć, skąd w Rwandyjczykach taka niechęć do tych zwierząt. Ktoś sugerował, że może to pokłosie Ludobójstwa, gdy opuszczone i wygłodniałe psy jadły ciała zabitych, aż żołnierze ONZ musieli je masowo powystrzelać. Lecz wiele osób odpierało ten argument, podając przykłady znajomych Rwandyjczyków, z których wielu przeżyło Ludobójstwo, i którzy byli oburzeni tym incydentem i również wyrażali swoje zdanie na ten temat na Twitterze (który tu ma dość silną pozycję) i innych mediach społecznościowych. Wśród komentujących wpis pojawiły się też głosy, że Rwandyjczycy ogólnie nie rozumieją koncepcji posiadania zwierząt dla przyjemności jako towarzyszy, gdyż w ich rozumieniu mają one konkretne przeznaczenie, jak krowa czy koza.

Sama nie wiem. Jedyne, co udało się ustalić, to że w ubiegłym tygodniu w wyniku tej akcji rządowej wszystkie psy w dzielnicy, w której mieszka członkini grupy, zostały zabite. Otrzymała ona tę informację od przedstawicieli rządu. Było im „przykro”, ale jednocześnie uważali, że to było właściwe. Truciznę rozdano lokalnym społecznościom, które najwyraźniej zinterpretowały to jako zielone światło na rozprawienie się nie tylko z bezpańskimi psami, ale też tymi za ogrodzeniem. Nie wiadomo, dlaczego im przeszkadzały. Co by się stało, gdyby jakieś dziecko znalazło kawałek tego zatrutego mięsa? Gdyby włożyło je do buzi? Setki dzieci pałętają się cały czas po ulicach Kigali, w tym maluchy, które ledwo zaczęły chodzić. Właścicielka otrutych szczeniaków również ma małe dzieci.

Tego ranka, gdy znaleziono martwe psiaki, teściowa właścicielki, Rwandyjka, która przeżyła Ludobójstwo, słyszała, jak grupa miejscowych głośno świętowała fakt, iż udało im się otruć ich psy. Mąż właścicielki, również Rwandyjczyk i również ocalały z Ludobójstwa, był wstrząśnięty i w niedzielę opowiedział o tym makabrycznym wydarzeniu w lokalnym radiu. Inni członkowie Facebookowej grupy podawali te informacje dalej, rozmawiali ze znajomymi i sąsiadami, skontaktowali się także z lokalną telewizją. Wczoraj mówiono o tym w tutejszych wiadomościach i niektórzy z komentujących donosili, iż wielu z ich współpracowników, ich gosposie i strażnicy widzieli ten program i że bardzo ich poruszył i zbulwersował. Ich dzieci również. Uznali tę akcję za niewybaczalne barbarzyństwo.

W internecie próżno szukać szczegółowych instrukcji na temat pozbywania się bezpańskich psów w Rwandzie. Prawo mówi o „karach” i „odpowiednich krokach”, które zostaną podjęte wobec właścicieli niestosujących się do przepisów, ale jakie dokładnie są to czynności nie zostało sprecyzowane. Wygląda na to, że jest tu sporo miejsca na własną interpretację. Ktoś z komentujących ten wpis na Facebooku napisał, że teoretycznie bezpańskie psy w Rwandzie wyłapuje się, a następnie usypia. Ale czy nie prościej rozdać ludziom truciznę i dać im wolną rękę, żeby sami rozwiązali problem? Znalazłam ten krótki artykuł na temat przepisów obowiązujących właścicieli psów: http://www.newtimes.co.rw/section/article/2015-11-19/194539/ Komentarze pod nim wyraźnie pokazują, że ludzie po prostu uważają psy za niebezpieczne zwierzęta, które stanowią zagrożenie dla człowieka…

Mahatma Gandhi twierdził, że „wielkość narodu i jego postęp moralny można poznać po tym, w jaki sposób obchodzi się on ze swymi zwierzętami”. To, że wielu Rwandyjczyków, którzy słyszeli o zeszłotygodniowym incydencie, uznało go za niewłaściwy i karygodny, jest budujące. Jednak najwyraźniej świadomość, że życie zwierzęcia ma jakąś wyższą wartość, nie tylko utylitarną, wciąż jest niska. Człowiek czy pies, motyl czy słoń – to wszystko istoty czujące i wszystkie odczuwają ból.

AKTUALIZACJA: Krótko po tym, jak opublikowałam ten wpis, na stronie grupy na Facebooku pojawił się post dziennikarki, która miała właśnie spotkanie z Biurem Rzecznika Policji, w innej sprawie, ale postanowiła zapytać o ten incydent. Poniżej jej relacja:

Rzecznik wydawał się szczerze przerażony i powiedział, co następuje:

1. Nie wydano żadnego zarządzenia na temat trucia psów. Gdy planowana jest operacja wyłapywania bezpańskich psów, informację o tym publikuje się z dużym wyprzedzeniem, by właściciele zwierząt byli przygotowani. Tak więc wspomniana akcja wygląda na nielegalną.

2. Rząd nie oczekuje od obywateli, by zajmowali się problemem bezpańskich psów, nawet jeśli są agresywne. Od tego są odpowiednio wyszkoleni ludzie.

3. Nikomu nie wydano żadnej trucizny. Rzecznik uznał tę sugestię za całkowicie niedorzeczną.

4. Wskazał na artykuł 436 kodeksu prawnego, który mówi o tym, że znęcanie się nad zwierzętami jest karalne.

5. Zaznaczył też, że posiadanie trucizny jest w Rwandzie nielegalne.

6. Dziennikarce podał nazwisko oficera policji, który ma się tym zająć. Nazywa się on Rogers i przeprowadzi dochodzenie w tej sprawie. Jego numer kontaktowy może zostać przekazany właścicielce otrutych psów. Rzecznik stwierdził, że osoby odpowiedzialne za ten incydent poniosą karę, a on osobiście tego dopilnuje.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Jak w Rwandzie zabija się psy (uaktualnione)

  1. O rany, to coś okropnego 😦 Co jakiś czas natykam się na fejsbuku na apele o tym, że ktoś zostawia dla psów w polskich parkach mięso naszpikowane gwoźdźmi, jednak spotyka się to z powszechną dezaprobatą… To straszne, że ludzie potrafią tak skandalicznie postępować wobec zwierząt, i jeszcze być w tego zadowolonym…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s