Park Narodowy Nyungwe – część druga

W poprzednim odcinku przybliżyłam Wam trochę Park Narodowy Nyungwe, czas więc na kontynuację! Jak już pisałam, spędziliśmy w parku kilka dni na wędrówkach, a że główną atrakcją jest trekking w poszukiwaniu szympansów, to również dodaliśmy go do naszego planu, choć nie wiedzieliśmy, czy na pewno dojdzie on do skutku. Jak wyszło? Czytajcie dalej! 🙂 

Pierwszego dnia pobytu (był to poniedziałek) w Nyungwe mieliśmy przyjemność wędrować przez parę godzin ze wspaniałym przewodnikiem Evaristem i nabraliśmy ochoty na więcej. Szympanse mieliśmy teoretycznie zabukowane na środę, więc we wtorek postanowiliśmy sprawdzić inne dostępne szlaki. Jedną z atrakcji parku jest most wiszący wysoko w drzewach, tzw. Canopy Walkway. Wejście na niego kosztuje niemało, bo aż 60 dolarów amerykańskich (dla mnie i T. jako rezydentów 50, więc niewiele mniej), ale tak jest polecany w przewodnikach i na różnych forach, że postanowiliśmy rozstać się ze sporym plikiem banknotów. Canopy Walkway można na szczęście połączyć z jednym ze szlaków, Igishigishigi (boska nazwa, prawda? 🙂 To gatunek ogromnych paproci, które wyglądają, jak drzewa), a do tego na ten szlak dostaliśmy 50% zniżki, która przysługuje gościom pozostającym w parku i wędrującym po nim przez więcej niż jeden dzień. Okazało się, że były to dobrze wydane pieniądze, choć tym razem nie poszczęściło nam się zbytnio w kwestii przewodnika, bo trafił nam się mało rozmowny i dość ponury pan, któremy wyraźnie nie chciało się z nami integrować. Na szczęście Evariste opowiedział nam poprzedniego dnia tak dużo, że nie mieliśmy zbyt wielu pytań.

Canopy Walkway jest warte swojej ceny. Składa się z trzech wysoko zawieszonych mostów metalowo-linowych, połączonych platformami widokowymi. Troche buja, a ja mam lekki lęk wysokości, więc trzymałam się lin bardzo kurczowo, żeby się nie wyłożyć (wypadnięcie poza barierkę wymagałoby jednak podskoku i salta) 😉 Z takiej perspektywy naprawdę można zobaczyć, jak niesamowity jest ten las i jak ogromne są rosnące w nim drzewa! Zresztą, sami zobaczcie 🙂

img_20161122_100700558_hdrimg_20161122_101457220_hdr

img_20161122_102627487_hdrimg_20161122_101437007_hdr

img_20161122_104426627_hdr
Widok z jednej z platform na najdłuższy odcinek mostu

img_20161122_104402050_hdr

img_20161122_102944102_hdr
Widok z mostu

Po takiej dawce adrenaliny ruszyliśmy w drogę. Szlak Igishigishigi nie jest trudny, więc mogliśmy w spokoju chłonąć otaczającą nas naturę. Gdy tak sobie szliśmy w milczeniu i zachwycie, doszliśmy do rozwidlenia ścieżek. Przewodnik zatrzymał się i poinformował nas, że ta druga ścieżka jest dodatkową odnogą naszego szlaku i prowadzi do kolonii małp zwanych gerezami ruwenzorskimi. Spytaliśmy, czy  w takim razie możemy tam pójść, bo te małpy to jedna z głównych atrakcji parku, i w ogóle fajnie wyglądają na zdjęciach. „Nie” – padła krótka odpowiedź. „Dlaczego nie?” – zdziwiliśmy się. „Bo to jest inny szlak” – odpowiedział przewodnik. „Ale przecież powiedział pan, że to odnoga naszego.” – „No tak.” – „To dlaczego nie możemy tam iść?” – „Bo to nie jest ten sam szlak.” I tak sobie konwersowaliśmy bez sensu, aż w końcu doszliśmy do sedna problemu: owszem, ścieżka jest dodatkową odnogą szlaku, ale żeby na nią wejść i odwiedzić gerezy, trzeba dodatkowo zapłacić. Szkoda, że nikt nam o tym nie powiedział w recepcji, kiedy rezerwowaliśmy tę wędrówkę!

Westchnęliśmy zrezygnowani i poczłapaliśmy dalej, uważając na to, żeby nie wdepnąć w kolonię mrówek z rodzaju Solenopsis (po angielsku fire ants). Są one bowiem agresywne i strasznie gryzą. Chodząc po Nyungwe koniecznie trzeba mieć długie spodnie i nogawki wpuszczone w skarpety, żeby nam te mrówki nie wlazły pod materiał, bo ich ugryzienia są bolesne. Mnie się trafiła taka jedna, musiałam ją przynieść z lasu do bazy, bo gdy usiadłam do kolacji i zdjęłam buty, poczułam nagle ukłucie gdzieś w okolicy łydki, a potem uda. Popędziłam do łazienki, żeby zdjąć spodnie, i faktycznie wytrzepałam z nich dużą i zdenerwowaną mrówę.

p1100878
Mrówki, dużo mrówek…

W pewnej chwili musieliśmy się zatrzymać, gdyż drogę zagrodziły nam takie oto przystojniaki, czyli koczkodany górskie 🙂

Nie były nami specjalnie zainteresowane, zajmowały się skubaniem liści z krzaków. To łagodne i spokojne stworzenia. Pozwoliły nam podejść całkiem blisko! To najbardziej powszechny gatunek małp w Nyungwe, trzeba przyznać, że są naprawdę ładne 🙂 I mimo że dość masywne, to bardzo zwinne!

Gdy wróciliśmy do bazy, przypuściliśmy kolejny szturm na pana z recepcji, żeby nas w końcu oświecił, czy te szympanse mamy zarezerwowane, czy nie. I wreszcie otrzymaliśmy w miarę pełny obraz sytuacji. Owszem, rezerwacja jest, ale trekking zaczyna się w bazie na zachodzie kraju (co już wiedzieliśmy) i jednak nie możemy zapłacić za niego tuż przed jego rozpoczęciem, gdyż może nie być nikogo w recepji, tylko mamy jechać teraz, zaraz. Okazało się do tego, że musielibyśmy stawić się tam na 5.30 rano, zapakować przewodnika do naszego własnego samochodu, i jechać potem jeszcze przez godzinę czy półtorej po leśnych wybojach do tej części parku, w której mieszkają szympanse. Pan w recepcji nie umiał nam powiedzieć, jak bardzo wyboista czy zabłocona jest ta droga, i czy nasz samochód z napędem 2×4 i w sumie pięcioma osobami na pokładzie sobie z nią poradzi. Ja i T. już wcześniej tego dnia zaczęliśmy się zastanawiać, czy sobie tym razem nie podarować tej wycieczki, gdyż oboje byliśmy coraz bardziej przeziębieni i szczerze mówiąc, wstawanie o świcie nie bardzo nam się uśmiechało. My jednak możemy sobie do Nyungwe pojechać kiedy indziej, a nasi przyjaciele do Rwandy już jednak nie wrócą, więc im zdecydowanie zależało. Postanowiliśmy przedyskutować sprawę po raz n-ty przy lunchu. Co zabawne, w okolicy bazy Uwinka akurat kręciła się dość głośna grupa szympansów. Słyszeliśmy ją już podczas wędrówki z Evaristem poprzedniego , a także właśnie teraz podczas lunchu, zdecydowanie całkiem blisko. Pan w recepcji nie polecał nam trekkingu w poszukiwaniu tej grupy, gdyż nie jest ona przysposobiona do spotkań z turystami i w ogóle bardzo trudno ją znaleźć. Hmm, nie byliśmy przekonani, więc po lunchu ja i T. postanowiliśmy nafaszerować się paracetamolem, a przyjaciele skorzystali z oferty darmowej popołudniowej krótkiej wędrówki, gdyż takowa nam przysługiwała ze względu na odbyte już wycieczki (w Nyungwe rozumieją na szczęście kwestie zniżek i promocji). Evariste był akurat dostępny, więc poprosili, by to on ich zabrał.

I tu dochodzimy do punktu kulminacyjnego. Przyjaciele mieli wrócić po ok. półtorej godziny, ale pojawili się dopiero po prawie trzech. Mocno zziajani, spoceni i bardzo podekscytowani. Okazało się bowiem, że ta niby taka trudna do znalezienia i nieoswojona grupa znajdowała się akurat na ich trasie! Musieli się trochę przedzierać przez krzaki, ale udało im się zbliżyć do szympansów na tyle, że zrzucały im one na głowy łupiny owoców. Kilka osobników znajdowało się też na ziemi, więc mogli sobie je poobserwować. Może podczas tego właściwego trekkingu widzieliby ich więcej i jeszcze bliżej, i dłużej, ale tutaj zobaczyli wystarczająco dużo, żeby zrezygnować z płacenia 90 dolarów za bardzo podobne doświadczenie 😉 Evariste poprosił nas, żebyśmy nie wspominali o tym nikomu z zarządu parku, bo oficjalnie szlak, na który zabrał naszych przyjaciół, nie ma w pakiecie także szympansów 😉 Ale był to po prostu łut szczęścia, opłaciło się nie trzymać sztywno planu 🙂

Resztę popołudnia i wieczoru spędziliśmy na relaksowaniu się, szczelnie owinięci w bluzy, kurtki, i w czapkach i szalikach, gdyż noce w Nyungwe są naprawdę chłodne. Z platformy, na której stały nasze namioty, poobserwowaliśmy też grupę turaków, dużych niebieskich ptaków, które przelatywały akurat z drzewa na drzewo, wydając przy tym zabawne dźwięki 🙂

p11009551

Odwołaliśmy też naszą środową rezerwację i w zamian zarezerwowaliśmy kolejną wędrówkę, tym razem właśnie w zachodniej części parku, gdzie główną atrakcją jest wodospad. O tym opowiem Wam jednak już innym razem! 🙂

Reklamy

5 uwag do wpisu “Park Narodowy Nyungwe – część druga

  1. Pingback: Park Narodowy Nyungwe – część trzecia – Marianna in Africa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s