Pa pa 2016, dzień dobry 2017!

Chyba wszyscy blogujący napisali podsumowanie 2016 roku, tylko ja się wyłamałam 😉 Ale choć ten ubiegły już rok był dla mnie pełen wrażeń, to wolę skupić się już na tym. No dobra, małe podsumowanko będzie, ale to bardziej po to, żeby porównać wydarzenia zeszłego roku z tym, co planuję na 2017 🙂

Rok temu o tej porze byłam jeszcze w Irlandii, gdzie spędziłam też Sylwestra (po Bożym Narodzeniu w Polsce). A za dwa dni minie rok, od kiedy przyleciałam z Dublina do Londynu, i tam zostałam aż do końca kwietnia. Wszystko oczywiście związane z pracą T., który musiał spędzić w angielskiej stolicy parę miesięcy, po czym wyjechał sobie (również służbowo) do Bordeaux, a ja zostałam w Londynie, bo akurat udało mi się złapać fajną pracę tymczasową 🙂 W Wielkanoc odwiedziła mnie tam mama. To była jej pierwsza wizyta w tym mieście i przez 9 dni obleciałyśmy niemal wszystko, co się dało 🙂 A na początku maja dołączyłam do T. w Bordeaux, gdzie z kolei spotkałam się z bratem i sobie zwiedzaliśmy to piękne miasto przez tydzień. Potem jeszcze powrót do Irlandii z przyjaciółmi na tygodniowe wakacje w Donegal, a 20 maja o północy wylądowaliśmy z T. w Kigali 🙂 Uff, szkoda, że te wszystkie wylatane kilometry (ok. 11,000) się nie sumują w bilet na Seszele czy Malediwy 😉

Byłam bardzo podekscytowana przeprowadzką do Rwandy, choć mój zapał trochę ostudziły realia, które czekały mnie na miejscu. Na wizę pobytową oczekiwałam prawie 3 miesiące, bo okazało się, że lokalne władze jednak nie uznają związków bez ślubu (choć nasz pracodawca wcześniej zapewnił nas, że nie będzie problemów, bo jak dotąd nikt ich nie miał. Cóż, zawsze jest ten pierwszy ktoś…) W tym czasie mój paszport tkwił gdzieś w ministerstwie, a ja nie bardzo wiedziałam, jaki właściwie mam status, bo wiza, z którą przyleciałam, wygasła po miesiącu. Do tego doszły problemy z rejestracją samochodu, który kupiliśmy od poprzednika T. Rząd Rwandy zmienił nagle zasady, które były niezgodne z międzynarodowymi umowami itd. To oznaczało, że nasz samochód stał na parkingu bez tablic rejestracyjnych przez dwa miesiące, a my musieliśmy korzystać z taksówek i przemieszczać się per pedes. Co wprawdzie w Rwandzie akurat nie jest problemem, ale jeśli chce się zrobić zakupy albo po prostu pojechać gdzieś na weekend, to robi się to trochę uciążliwe. W końcu udało nam się pożyczyć samochód z biura i wyjechać w końcu odetchnąć nad Jeziorem Kivu (pisałam o tym tutaj). Do tego wszystkiego przez pierwszy miesiąc mieszkaliśmy w tymczasowym mieszkaniu, a gdy przenieśliśmy się do przyznanego nam domu, nadal trwały w nim prace i przez kolejne dwa tygodnie panowie malowali, wiercili i stukali, a ja musiałam ich pilnować… 😉 W końcu wszystko się unormowało, ale przyznam, że te pierwsze trzy miesiące były dość sporym testem, bo ogólnie większość rzeczy nie szła po naszej myśli. I do tego strasznie gryzły nas komary! 😉 Niestety, rwandyjskie krwiopijce bardzo nas lubią, tak bardzo, że nawet spray i długie rękawy i nogawki nie pomagają – skubańce wpijają się nawet przez dżinsy! I w dodatku w ogóle ich nie słychać ani nie widać, na co daliśmy się nie raz nabrać. A potem wyglądaliśmy, jakbyśmy mieli ospę wietrzną…

No, ale jakoś żyjemy i mamy się dobrze 🙂 Trochę już tu zobaczyliśmy (oprócz Jeziora Kivu także Park Narodowy Akagera, okolice Parku Narodowego Wulkanów, a także Park Narodowy Nyungwe, o którym niedługo napiszę) i przyzwyczailiśmy się do różnych, na początku dziwnych dla nas, obyczajów (o kilku wspomniałam tutaj). A co w tym roku? Na pewno goryle górskie! Ale to dopiero w porze suchej, czyli gdzieś między czerwcem a wrześniem, bo wtedy jest trochę łatwiej wędrować po wulkanach i porastającym je lesie mglistym (prawda, że to piękna nazwa?). Mamy też w planach samochodowy wypad do sąsiedniej Ugandy, ale nie wiemy jeszcze, czy uda nam się odwiedzić też Kenię i Tanzanię. W marcu lecimy na ślub znajomych w RPA, a w maju na ślub przyjaciół w Anglii, więc na wakacje w Serengeti czy Maasai Mara może nam już nie starczyć czasu ani pieniędzy (zwłaszcza że to drogie destynacje)… Ja do tego mam jeszcze na liście Etiopię, ale obecna sytuacja polityczna w tym kraju raczej nie zachęca do wizyt… Nic to, zobaczymy! Najważniejszym postanowieniem na ten rok jest wykorzystanie naszego czasu w Rwandzie do maksimum 🙂 Zaczęliśmy od ogrodu – T. zasadził całą masę różnych rzeczy, a że tu gleba bardzo żyzna i wieczne lato, to liczymy na dobre plony! W takim klimacie wszystko rośnie jak na drożdżach, więc zamierzamy się tym cieszyć, ile się da 🙂 Aha, no i regularnie ćwiczyć! Mam motywację, bo na tym majowym ślubie jestem druhną 😀

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s