Weekendowy wypad do Karongi nad Jeziorem Kivu

Miesiąc temu pojechaliśmy na weekend do Karongi. Jeśli śledzicie mnie na Instagramie i/lub Facebooku, to pewnie widzieliście kilka moich zdjęć z tego uroczego miejsca. Zatrzymaliśmy się w chatce w Rwiza Village i było naprawdę pięknie!

Karongi do niedawna nazywało się Kibuye i wiele osób nadal używa tej nazwy (kilka lat temu główne miasta prowincji zostały przemianowane). Z Kigali jedzie się tam dobrą asfaltową drogą, na której nie ma zbyt dużego ruchu. Jest ona jednak bardzo kręta, więc pokonanie 180 km zajmuje prawie 3 godziny, bo cały czas objeżdża się jakieś wzgórze, odcinków prostych praktycznie nie ma. Za to widoki po drodze są bardzo malownicze, więc fajnie jest jechać nieco wolniej i móc je podziwiać.

IMG_20160708_125537127P1100300 (2)IMG_20160708_135635047 (3)IMG_20160710_121954158 (2)

Chcieliśmy po prostu się odprężyć podczas tego weekendu, więc tym razem niczego nie zwiedzaliśmy. Lecz na pewno wrócimy do Karongi, by odwiedzić pomnik Ludobójstwa oraz kościół, w którym w 1994 roku zginęły tysiące ludzi (świątynie nie były niestety bezpieczną przystanią dla uciekających od bezwględnych oprawców, nie oszczędzano nikogo, nawet dzieci). Trudno uwierzyć, że to przyjemne, zielone i spokojne miejsce było świadkiem jednych z najbardziej krwawych i brutalnych wydarzeń zaledwie 22 lata temu… Obecnie wraz z Rubavu (zwanym do niedawna Gisenyi – pojechałam tam rok temu na imprezę na łodzi, o czym pisałam tutaj), Karongi to popularny kierunek na weekendowy odpoczynek zarówno wśród Rwandyjczyków, jak i turystów. My zatrzymaliśmy się w Rwiza Village, pięknym małym kompleksie chatek zbudowanych na wzgórzu z widokiem na jezioro. O zachodzie słońca lokalni rybacy wypływają na połowy na unikatowych łodziach, śpiewając przy tym donośnie. Ich głosy niosą się po wodzie, tworząc naprawdę magiczny klimat. Siedzieliśmy sobie na tarasie, pijąc zimne piwo i zagryzając pieczonym bananem i małymi rybkami zwanymi sambaza (smażonymi w lekkiej w panierce i podawanymi z majonezem i Akabangą, lokalnym olejem z chili), patrzyliśmy na zachodzące słońce i słuchaliśmy pieśni rybaków, pozwalając naszym umysłom zupełnie się zrelaksować i cieszyć tą właśnie chwilą. Cudowne doświadczenie, zresztą sami zobaczcie! 🙂

IMG_20160708_170844IMG_20160708_174235

IMG_20160708_161256952_HDRIMG_20160709_082128638IMG_20160709_173430470

Rybacy pozostają  na jeziorze całą noc. Gdy zapada zmrok, widać jedynie migoczące kaganki, za to świetnie słychać ich rozmowy. Wracają ok. 7 rano również śpiewając, co było całkiem przyjemną pobudką 🙂 W Jeziorze Kivu można się kąpać, gdyż jest wolne od przywr z rodzaju Schistosoma (które powszechnie występują w innych jeziorach w Afryce Wschodniej i wywołują chorobę zwaną schistosomatozą). Wystarczy, że patrzę na zdjęcia, które zrobiłam w Karongi, a ogarnia mnie błogość i spokój. Jezioro Kivu zdecydowanie dołącza do moich ulubionych miejsc w Afryce!

Reklamy

5 uwag do wpisu “Weekendowy wypad do Karongi nad Jeziorem Kivu

  1. Pingback: Po 13 miesiącach w Rwandzie… – Marianna in Africa

  2. Pingback: Marianna in Africa

      1. Poczytałam sobie o tym paskudztwie…z drugiej strony dzieci biegające boso w piaskownicy też łapią przez skórę stóp pasożyty (kocie odchody). W każdym razie dobrze wiedzieć 😉

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s