Nowe kury i trochę deszczu

Od dwóch tygodni próbuję coś napisać, nawet zaczęłam post o pięknym weekendzie poza domem na początku lipca, ale jakoś mi nie szło. Internet był bardzo wolny, myśli niepozbierane, i jakoś nie mogłam się skupić. Ale miejmy nadzieję, że kryzys już minął! Miniony weekend okazał się bardziej obfitujący w emocje, niż się spodziewałam…

Jeden z naszych strażników, Pascal, zaprosił nas na swój ślub. Gest bardzo miły, acz zaskakujący, gdyż zamieniliśmy z nim jak dotąd ledwie parę słów. Głównie dlatego, że pracuje na nocną zmianę (więc witamy się i idziemy spać) oraz nie mówi praktycznie po angielsku ani francusku (a my nie znamy – jeszcze – kinyarwanda). W związku z tym nie jesteśmy pewni, czy się wybierzemy. Oczywiście, że chciałabym uczestniczyć w lokalnym weselu i zobaczyć, jak ono wygląda, ale w0lałabym iść na takie, na którym będę chociaż kogoś znała! Postanowiliśmy więc, że damy Pascalowi prezent już teraz, na wypadek, gdybyśmy się jednak nie wybrali, zwłaszcza że on idzie na 3-miesięczny (tak!) urlop. Porzebałam trochę w Internecie w poszukiwaniu informacji na temat prezentów ślubnych w Rwandzie, ale nie znalazłam szczegółów, zapytałam więc naszego pana do sprzątania. Alphonse stwierdził, że to zależy, jak dobrze zna się państwa młodych i ich warunki życiowe. Zazwyczaj daje się prezenty praktyczne, czyli talerze i garnki, szklanki, urządzenia domowe. Ale my nie mamy pojęcia, czego Pascal może potrzebować, więc stanęło na gotówce. Alphonse trochę się krygował, gdy zapytałam go, jaka suma jest sensowna. To zależy od was, ile chcecie dać, na ile was stać, itd. W końcu jednak ustaliliśmy, że najlepiej to przeliczyć na skrzynki „fanty” (tak ogólnie nazywa się tu napoje bezalkoholowe typu Cola, Fanta i Sprite). Stanęło na ekwiwalencie trzech skrzynek plus transport, za co można też kupić dwie młode kury nioski. Skoro jesteśmy przy kurach – nasze dwie urocze panny wyczerpały już swoje umiejętności składania jaj. Oznacza to, że trzeba je oddać komuś na obiad, co mnie dość mocno poruszyło. Jestem wprawdzie mięsożerna, ale jakoś inaczej się na to patrzy, gdy to nasz własny zwierz ma się stać posiłkiem. Przywiązałam się do nich i bardzo bym chciała je zatrzymać, ale w Rwandzie kurczak to cenna zdobycz, więc byłoby to po prostu samolubne. Zdecydowaliśmy więc dać jedną kurę Paskalowi jako dodatek do ślubnej gotówki, a drugą innemy strażnikowi, który jest przemiły i bardzo pomocny, i karmił naszego kota podczas naszej nieobecności. I tak w sobotę Pascal przyjechał odebrać swoje prezenty (wyglądał na bardzo zadowolonego), a nam została jedna kura. Jako że to bardzo towarzyskie zwierzęta i nie można ich trzymać pojedynczo, bo będą bardzo nieszczęśliwe, poprosiliśmy kolegę z pracy, czy mógłby nam pomóc nabyć nowe kury w poniedziałek. Zgodził się, ale też poinformował nas, że tę, która nam została, musimy od razu oddać, bo te nowe nie powinny mieć z nią kontaktu. Z tą kurą było mi trudniej się rozstać. Jak na drób całkiem zmyślna była z niej bestia. Jakiś czas temu przytwierdziliśmy siatkę do płotu wokół patio, żeby nam panie kury na nie nie właziły i nie zostawiały kup. Siatki nie było jednak wystarczająco dużo, więc tu i ówdzie pozostały szpary. Któregoś dnia ta mądrzejsza kura przyglądała się uważnie kotu, który przez taką właśnie szparę wszedł sobie na patio, i podążyła jego śladem. Od tamtej pory znajdowaliśmy ją tam dość regularnie, gdaczącą radośnie. Poza tym za każdym razem, gdy schodziłam do ogrodu, pędziła do mnie jak szalona pokraka w nadziei, że dam jej coś do jedzenia (straszny z niej był głodomór, trochę tak, jak ja!) Oj było z nią dużo śmiechu, będę tęsknić… Nowe kury wyglądają jednak bardzo ładnie i zdrowo, choć są jeszcze nieśmiałe i na razie próbują się rozgościć w kurniku. Mam nadzieję, że też dostarczą na radości i pięknych jajek przez najbliższe dwa lata, jak ich poprzedniczki! Ja na pewno będe je rozpieszczać 🙂

IMG_20160725_141248008

W sobotę i niedzielę wieczorem miało też miejsce niecodzienne zdarzenie. Oglądaliśmy telewizję i nagle usłyszeliśmy dziwny szum za oknem. Deszcz! W sobotę trwał bardzo krótko i pozostawił po sobie bardzo intensywny zapach kurzu, ale wczoraj była burza z piorunami i padało solidnie przez jakieś 20 minut. Trwa teraz pora sucha i deszcz nie powinien się pojawić przez jeszcze kilka tygodni, więc trochę nas to zaskoczyło! Co ciekawe, Alphonse, który mieszka pół godziny piechotą od nas, żadnego deszczu ani burzy nie zarejestrował! Dzisiaj jest pochmurno, a powietrze wydaje się świeższe i chłodniejsze. W Pretorii podczas zimy, czyli właściwie pory suchej trwającej od kwietnia do września, też zazwyczaj mieliśmy jedną czy dwie burze pod koniec lipca czy na początku sierpnia, a potem znów było sucho i bezchmurnie. W Kigali podczas pory suchej jest zazwyczaj trochę mgliście i pochmurno, więc często wygląda tak, jakby zanosiło się na deszcz. W tej właśnie chwili znowu się rozpadało, i to porządnie! Ciekawa jestem, czy to już początek pory deszczowej?

Reklamy

6 uwag do wpisu “Nowe kury i trochę deszczu

  1. Pingback: Po 13 miesiącach w Rwandzie… – Marianna in Africa

  2. Pingback: Moja mała menażeria – Marianna in Africa

    1. Ja bardzo ze sobą walczyłam, ale wiedząc, jak wiele ona też znaczy dla naszego strażnika i jego rodziny, postanowiłam po prostu pomyśleć o tym jako o praktycznym prezencie, który zostanie bardzo doceniony. W Rwandzie większość ludzi żyje za mniej niż 3 dolary dziennie, a kura warta jest cztery razy tyle…

      Polubione przez 1 osoba

  3. Pingback: Wieści z kurnika – Marianna in Africa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s